-Miłujeszże mnie choć ździebło?
-Oj, opiekunie!
-Bóg ci zapłać, dziecko. Wiek mój niezbyt jeszcze podeszły i ciało - gdyby nie rany w sercu i na skórze - byłoby dosyć czerstwe. Ale mówią, że śmierć siedzi zawsze pod wrotami, a do domu zapuka, kiedy zechce. W takim razie zostałabyś na świecie jeno z panią Winnicką. Pan Grothus dobry człowiek i możny, który moją wolę i mój testament zawsze uszanuje, ale co do innych krewnych nieboszczki żony... kto ich tam wie! A Bełczączkę wziąłem po żonie. Nużby chcieli się spierać, nuż procesować. Trzeba wszystko przewidzieć. Pan Grothus dawał i na to radę - pewnie że skuteczną, ale dziwną - i dlatego nie będę ci o niej mówił... Chciałbym króla jegomości zobaczyć, aby ciebie i mój testament jego opiece polecić. Ale król teraz sejmem i przyszłą wojną zajęty. Mówił pan Grothus, że jeśli będzie wojna, to wojska pod hetmanem pierwsze ruszą, a sam jegomość w Krakowie pozostanie... Może wówczas... Może razem się wybierzemy... Ale co bądź nastąpi, wiedz o tym, dziecko, że wszystko, co mam, jest i będzie twoje - choćbym miał pójść w ostatku za pana Grothusową radą. Ba!... choćby i na godzinę przed śmiercią!... tak mi dopomóż Bóg. Jam przecież nie wiater w polu, nie pustak, nie łyszczymieszek, nie Taczewski.