Z kupiectwa im to przyszło - pomyślał z pewnym gniewem pan Pągowski - a teraz mogą się nad szlachtę wynosić i puszyć bogactwy zdobytymi nie orężem.
Lecz uprzejmość i szczera gościnność Cyprianowiczów rozbroiły starego szlachcica, a gdy w chwilę potem usłyszał brzęk naczyń w przyległej stołowni, udobruchał się zupełnie.
Aby rozgrzać przybyłych z mrozu gości, podano tymczasem gorące wino z korzeniami. Rozpoczęła się rozmowa o minionym niebezpieczeństwie. Pan Pągowski chwalił bardzo młodego Cyprianowicza, że zamiast w ciepłej izbie siedzieć, ratował ludzi na gościńcach, nie bacząc na okrutne mrozy, na trud i niebezpieczeństwo.
-Zaprawdę - mówił - tak dawniej czynili owi sławni rycerze, którzy jeżdżąc po świecie, bronili ludzi od smoków, od jędzonów i różnych innych bestii.
-A jeśli zaś udało się któremu wybawić jaką cudną królewnę - odrzekł młody Cyprianowicz - to taki był szczęśliwy, jako my jesteśmy w tej chwili.
-Prawda! Żadnej cudniejszej nie wybawił! Jak mi Bóg miły! Sprawiedliwie mówi! - zawołali z zapałem czterej bracia Bukojemscy.
A panna Sienińska uśmiechnęła się mile, tak że na policzkach utworzyły się jej dwa wdzięczne dołeczki - i spuściła oczy.
Lecz panu Pągowskiemu komplement wydał się trochę za poufały, albowiem panna Sienińska, lubo sierota bez majątku, pochodziła jednak z magnackiego rodu, więc odwrócił rozmowę i zapytał: