ROZDZIAŁ XIV
Panna Sienińska wróciła do siebie pełna wdzięczności dla opiekuna, który nigdy dotychczas nie przemawiał do niej tak serdecznie, a zarazem rozżalona, pełna goryczy i zniechęcenia do ludzi i do całego świata. W pierwszych chwilach nie mogła i nie umiała myśleć spokojnie, miała tylko poczucie, że wyrządzono jej ciężką krzywdę, wielką niesprawiedliwość i że spotkał ją okrutnie bolesny zawód.
Za jej serce, za jej żal, za tęsknotę, za to wszystko, co uczyniła, aby związać na nowo potargane węzły, zapłacono jej tylko nienawistnym podejrzeniem. I nie było już na to żadnej rady. Nie mogła przecie pisać po raz wtóry do Jacka, tłumaczyć się i usprawiedliwiać. Na samą myśl o tym biły na jej twarz rumieńce upokorzenia i wstydu. Była przy tym prawie pewna, że Jacek już pojechał...
A potem przyjdzie wojna, może nie zobaczą się więcej w życiu, może on polegnie - i polegnie z przekonaniem, że w jej piersiach bije złe i przewrotne serce. Nagle chwycił ją żal niezmierny: Jacek stanął przed oczyma jak żywy, ze swoją smagłą twarzą i z tymi smutnymi oczyma, które wyśmiewała nieraz, że były takie jak panieńskie.
Myśl dziewczyny leci jak jaskółka chyba za podróżniczkiem i woła na niego: "Jacku! jam ci zła nie chciała! Jacku, Bóg widzi moje serce!" Tak to ona na niego woła, a on ani pyta: jedzie przed siebie, a co o niej wspomni, to jeno zmarszczy się a splunie.