Aż wieczorem trzeciego święta, we wtorek, zagrzmiały z dziedzińca domowe moździerze, oznajmiając gościom i włości, że chwila uroczysta zrękowin nadeszła.
Ustawili się tedy w świetlicy półkolem wszyscy goście: niewiasty i mężczyźni, we wspaniałych strojach grających jak tęcza przy blasku świec jarzących, a naprzeciw nich stanął pan Pągowski z panną Anną Sienińską. Uczyniła się cisza, tylko oczy wszystkie utkwione były w oblubienicę, która ze spuszczonymi oczyma, ze skupieniem i powagą na twarzy, bez uśmiechu, ale i nieżałosna, wyglądała jakby uśpiona. Ksiądz prałat Tworkowski, mając przy sobie Tecię Krzepecką utrzymującą srebrną tackę z pierścieniami, sam przybrany w komżę, wysunął się z półkola i rozpoczął przemowę do przyszłych nowożeńców. Mówił uczenie, długo i wymownie, wywodząc, co to były sponsalia de tuturo i jak wielką wagę przywiązywał do zrękowin Kościół od pierwszych czasów chrześcijaństwa. Cytował Tertuliana i sobór trydencki, i opinie różnych uczonych kanonistów, po czym dopiero zwróciwszy się do pana Pągowskiego i do panny Sienińskiej jął przekładać im, jak mądre było ich postanowienie, jak wielkie świadczą sobie wzajem dobrodziejstwo i jak przyszła ich szczęśliwość od nich samych tylko zależy. Słuchali tego z podziwem zgromadzeni, ale zarazem i z niecierpliwością, gdyż jako krewni, którym wymykała się dziedzictwo, niechętnie patrzyli na ów związek. Sam pan Gedeon, który od dłuższego stania dostawał zawrotu głowy, począł przestępować z nogi na nogę i dawać znaki oczyma prałatowi, by skończył, co ów nierychło spostrzegłszy pobłogosławił wreszcie pierścionki i założył je na palce oblubieńców. Wówczas zagrzmiały znów armatki na dziedzińcu, a z chórku w izbie stołowej ozwała się hucznie kapela złożona z pięciu grzecznie grających Żydków radomskich. Goście przychodzili teraz kolejno składać życzenia gospodarzowi i pannie - po największej części kwaśne i nieszczere. Dwie starsze panny Krzepeckie dygały wprost drwiąco przed "wujną", a pan Marcjan całując jej ręce polecał się jej przyszłym łaskom z tak koźlim wzrokiem, że pan Pągowski powinien by go był na dobrą sprawę powtórnie z domu wyłuskać.