-Z tej strony nikt się nie zjawi, bo to okna w sad.
-I co prawda, to pies wyje, nie szczeka.
Jakoż tak było. Pies ozwał się raz, drugi i trzeci, po czym szczekanie jego zmieniło się w niskie, posępne wycie.
Pan Pągowski wzdrygnął się mimo woli, przypomniał sobie bowiem, jak przed wielu, wielu laty, w innych okolicach, w jego dworze leżącym o milę od zamku pomorzańskiego, na Rusi, tak samo psy wyły przed nagłym napadem Tatarów.
A pannie Sienińskiej przyszła do głowy myśl, że już jej nikogo czekać nie wolno i że ktokolwiek by nadjechał z ciemności do oświeconego dworu, to już nadjedzie za późno.
Lecz i innym uczestnikom uczyniło się jakoś dziwnie, tym bardziej że do pierwszego psa przyłączył się drugi - i za oknem rozległo się podwójne wycie.
Więc mimo woli słuchali w przykrym milczeniu, które dopiero po chwili przerwał Marcjan Krzepecki.
-Nic nam po takim gościu, na którego psi wyją - rzekł.
-Wina! - zawołał pan Pągowski.
Ale puchary były pełne, więc nie trzeba było nalewać. Stary Krzepecki, ojciec Marcjana, podniósł się ociężale z krzesła, chcąc widocznie przemówić. Wszyscy zwrócili na niego oczy, a starsi poczęli otaczać dłońmi uszy, aby lepiej dosłyszeć, co powie, lecz on jął tylko poruszać przez dłuższą chwilę ustami, przy czym broda schodziła mu się prawie z nosem, albowiem wcale nie miał zębów.

WJJJJJM WJZZQVM WJJZBKM WQPYBVM WQPGQQM   Gry Arkadowe | Telefony Komrkowe | Zdjcia Licencyjne | eba Noclegi | Wiata Na Samochd