A ona również pochyliła się do jego dłoni.
-Prawda, opiekunie - rzekła.
-Amen! - dokończył prałat.
I powstawszy począł mówić:
-Mości państwo! Skoro ów niespodziany odgłos powariował widocznie koncept panu cześnikowi Krzepeckiemu, niechże ja pierwszy będę tłumaczem tych afektów, którymi goreją dla przyszłych nowożeńców nasze corda. Więc zanim zawołamy: o Hymen, o Hymenaios, zanim, rzymskim obyczajem, Thalassiusa, nadobnego młodziana, przyzywać zaczniemy, co daj Bóg, aby jak najprędzej się stało, wznieśmy ex imo ten pierwszy toast za ich pomyślność i za ich przyszłą szczęśliwość: vivant, crescant, floreant!
-Vivant! Vivant! - zagrzmiały wszystkie głosy.
Ozwała się wraz radomska kapela, a za oknami woźnice poczęli palić w ciemności z batów. Czeladź podniosła też okrzyk w całym domu, a w izbie, wśród ciągłych wiwatów, grały łykające wino krtanie:
-Vivant, crescant, floreant!...
Długo trwały okrzyki, tupania nogami, dźwięk z trąb i palba z batów - i uciszyło się dopiero, gdy pan Pągowski wstał, podniósł kielich i ozwał się gromkim głosem:
-Mnie wielce miłościwi, a najmilsi sercu mojemu goście i krewni!... Zanim moją cała wdzięczność niedołężnymi słowy wypowiem, naprzód uderzę wam czołem za oną życzliwość braterską i sąsiedzką, którąście mi okazali, zebrawszy się tak licznie pod moim ubogim dachem...