I począł podskakiwać na swych krótkich nogach, oblizując się zarazem po wąsach, przy czym wyglądał tak szpetnie, że stary Krzepecki rzekł:
-Nie zechce cię.
-A starego Pągowskiego chciała? co? a mało było takich, co mnie chciały? Siła poszło młodych chłopów do chorągwi, to dziewki można będzie na kopy kupować jak ufnale. Wiedział stary Pągowski, dlaczego mnie z domu przepędził - i nie byłby przepędzał, gdyby się o dziewkę nie bał.
-Ale suponując, że cię nie zechce, to wówczas co?
Złe błyski mignęły w oczach Marcjana.
-To wówczas - odrzekł z naciskiem - z dziewką bez żadnej opieki można tak postąpić, że jeszcze sama będzie się do kościoła prosić...
Lecz stary przestraszył się tymi słowami.
-Hę? - zapytał. -A wiesz ty, że to gardłowa sprawa?
-Wiem, że za Sienińską nikt by się nie ujął.
-A ja ci mówię: wara! I tak już są na ciebie krzyki. Proces o majątek wygrasz czy przegrasz, bezecnym nie zostaniesz, a to kryminał - rozumiesz?
-Bo też do tego i nie przyjdzie, chyba żeby sama chciała. Ale wy mi nie przeszkadzajcie, jeno zróbcie tak, jak powiem. Weź ojciec po pogrzebie Tecię do domu, a jeśli się pozór jakowyś znajdzie, to i starą Winnicką, ja zaś tu przy dziewce ostanę z Agnieszką i Joanną. Gadziny to są zawzięte na każdą, która od nich młodsza i urodziwsza. Już one wczoraj zaczęły tę niebogę żądłami żgać, a cóż dopiero będzie, gdy pod jednym dachem z nią zamieszkają. Toż ją będą kłuć, toż kąsać, toż poniewierać, toż łaskawy chleb wymawiać! Tak to widzę, jakobym w książce czytał - a to woda na mój młyn.