Tu pan Pągowski potrząsnął pustym rękawem, w którym tylko kawałek ramienia przy karku pozostał.
A Cyprianowicz nalał mu wina:
-Za pomyślność chrześcijańskiego oręża!
-Dajże Boże! Do dna.
Tymczasem młody Cyprianowicz częstował z równie dymiącego dzbana panią Winnicką, pannę Sienińską i czterech braci Bukojemskich. Panie ledwie że dotykały ustami brzegów szklenic, natomiast panowie Bukojemscy nie dali się prosić, skutkiem czego świat wydawał się im coraz weselszy, a panna Sienińska coraz ładniejsza. Więc nie mogąc znaleźć odpowiednich słów na wyrażenie swego zachwytu, poczęli spoglądać na nią ze zdumieniem, sapać i trącać się łokciami.
Na koniec najstarszy, Jan, rzekł:
-Nie dziwować się wilkom, że chciały kosteczek i mięsa waćpanny popróbować, boć nawet i dzika bestia wie, co prawdziwy specjał!
A trzej inni - Mateusz, Marek i Łukasz - nuż bić się dłońmi po udach:
-Utrafił! w sedno utrafił!
-Specjał! nic innego!
-Marcepan!
Słysząc to panna Sienińska złożyła ręce i udając przestrach, rzekła do młodego Cyprianowicza:
-Ratujże waćpan, bo widzę, że ichmościowie dlatego jeno mnie od wilków ratowali, aby mnie sami zjedli.
-Mościa panno - odpowiedział wesoło Cyprianowicz - pan Jan Bukojemski mówił: nie dziwować się wilkom! A ja rzeknę: nie dziwować się panom Bukojemskim.