-Jakaż jest pierwsza?
-Że nikt nie wie, co go jutro spotka, jako i jam na przykład nie wiedział, że oczy moje ujrzą dzisiaj waćpannę.
-A druga?
-Że łatwiej wilka zabić niż afekt... Wielka to prawda.
To rzekłszy westchnął młody pan Cyprianowicz, a panienka spuściła na oczy cieniste swe powieki i zamilkła.
Po chwili dopiero, gdy już siadali do stołu, rzekła:
-A waćpanowie prędko przyjedziecie do Bełczączki, aby zaś opiekun mógł wam wdzięczność za ratunek i za gościnę okazać.
Posępny humor pana Pągowskiego poprawił się znacznie przy wieczerzy, a gdy gospodarz wzniósł w ozdobnych słowach naprzód zdrowie niewiast, a następnie zacnego gościa, stary szlachcic odpowiedział bardzo uprzejmie, dziękując za wybawienie z ciężkich terminów i zapewniając o swej wiekuistej wdzięczności.
Mówiono potem de publicis: o królu, o jego zwycięstwach, o sejmie, który w kwietniu miał się zebrać, i o wojnie, która groziła cesarstwu niemieckiemu ze strony sułtana tureckiego, na którą zaciągał już ochotników w Polsce pan Hieronim Lubomirski, kawaler maltański.
Panowie Bukojemscy słuchali z niemałą ciekawością, jako tam w Niemczech przyjmowano z otwartymi rękoma każdego Polaka; albowiem Turcy lekceważyli jazdę niemiecką, polska zaś budziła w nich należyty postrach.