A oni brali się za głowy, słuchając. Ksiądz Woynowski, dawny żołnierz, mimo woli sięgał ręką wzorem Bukojemskich do lewego boku, choć już dawno przy nim szabli nie nosił, a zacny pan Serafin co chwila obejmował drżącymi ze wzruszenia dłońmi skronie dziewczyny i powtarzał:
-A niech spróbują cię odebrać. Miałem jeno syna, a teraz Bóg mi dał córkę...
Lecz księdza Woynowskiego uderzyło najbardziej to, co dziewczyna mówiła o Jacku. Pamiętając wszystko, co zaszło, nie mógł się w tym teraz połapać.
Więc myślał, myślał, gładził całą szerokością dłoni mleczną czuprynę, wreszcie zapytał:
-Czyś waćpanna wiedziała o liście, jaki nieboszczyk Pągowski napisał do Jacka?
-Samam uprosiła opiekuna, aby go napisał.
-To już nic nie rozumiem. Czemu tak?
-Bom chciała, by wrócił.
-Jakoż miał wrócić? - zawołał z pewnym gniewem ksiądz. -List był taki, że właśnie po nim Jacek wyjechał z rozdartym sercem na kraj świata, aby zapomnieć i ten afekt, któryś waćpanna podeptała, wyrzucić z serca.
A ona poczęła mrugać ze zdziwienia oczyma i złożyła jak do modlitwy ręce.
-Opiekun mi mówił, że to był ojcowski list... Matko Najświętsza! co w nim było?
-Wzgarda, obelgi i deptanie po ubóstwie i czci, rozumiesz?

WQJYPZM WQQPYQM WQQJJVM WQZGVKM WQZVXVM