-A co mnie tam do jej skóry - odrzekł opryskliwie ksiądz Woynowski. -Mówcie lepiej, jakeście Marcjana przyłapili.
-Przysięgliśmy panu Cyprianowiczowi, że go nie rozsiekamy, aleśmy wiedzieli, że stary Krzepecki tu przyjedzie i wraz przyszło nam do głowy, że Marcjan wyskoczy naprzeciw. Tedy, wedle umowy, dwóch z nas przytaszczyło jeszcze do dnia wielką solówkę z dartym pierzem od jednej leśnikowej do smolarni, a dwóch wybrało na miejscu beczkę co gęstszej smoły - i czekaliśmy przy chałupie. Patrzym - jedzie stary Krzepecki, nic to! niech jedzie! Czekamy, czekamy, aż nam się przykrzy i już myślimy, czyby nie jechać do Bełczączki, a wtem pachołek od smolarza daje znać, że nadjeżdża Marcjan gościńcem. Wyjechalim i my, stanęlim w poprzek na drodze: - Czołem! - Czołem! - A dokąd to? - Przed siebie (powiada), prosto borem. - A na czyją szkodę? - Na szkodę (powiada) czy na korzyść, odczepcie się! - I do szabli. A my go za kark. O! nie może być! W mig ściągnęliśmy z konia, którego Jan pochwycił, i wleczem. Począł krzyczeć, wywijać nogami, kąsać, zgrzytać, a my go piorunem do beczek, które stały jedna przy drugiej, i prawim: - O! taki synu! to sieroty będziesz krzywdził, panienkom hańbą groził, na wielką krew nie zważał, po pleckach smagał i myślisz, że nikt się za nimi nie ujmie; poznaj, że są litościwe serca. I buch go łbem na dół w smołę. Wydobylim i znów: - Poznaj, że są czułe dusze! - i buch go w pierze! - Poznaj kawalerską fantazję! - buch go drugi raz w smołę! - Poznaj Bukojemskich! - buch go znów w pierze! Chcielim i trzeci raz, ale smolarz począł krzyczeć, że się zatknie, i on też oblepił się godnie, tak że mu ni nosa, ni oczu nie widać. Wtedy posadziliśmy go na terlicę i przywiązali nogi ciasno pod brzuchem, żeby nie zleciał. Konia pomalowaliśmy kwaczem i posypali też puchem, a potem dość dzikiego z przyrodzenia bachmata wysmagaliśmy batogami i zdjąwszy mu uzdę, pognali przed się.

WJJVVVM WJQYZPM WJQBXZM WQBXJYM WQPJVGM   E-konstancin | Zdjcia Licencyjne | Stoiska | Angielski Wrocaw | Hodowla Kotw