Lecz panna Sienińska tak głęboko zapadła im w serca, że chciało im się jeszcze o niej mówić.
Młody Cyprianowicz nie czuł także ochoty do snu, kazał więc przynieść gąsior miodu, po czym zasiedli wedle wielkiego komina i przy jaskrawym świetle łuczywa pili z początku w milczeniu, słuchając tylko świerszczów grających w izbie.
Wreszcie najstarszy, Jan, nabrał w piersi powietrza, po czym wydmuchnął je w komin z taką siłą, że aż się płomień pochylił, i rzekł:
-O Jezu! Bracia moi mili, zapłaczcie nade mną, bo przyszedł na mnie termin żałosny!
-Jaki termin? mów, nie ukrywaj!
-A to przecie miłuję tak, że aże mi kolana mdleją.
-A ja to, myślisz, nie miłuję? - zawołał Łukasz.
-A ja? - krzyknął Mateusz.
-A ja? - zakończył Marek.
Jan chciał im coś odpowiedzieć, ale zrazu nie mógł, albowiem porwała go czkawka. Wytrzeszczał tylko oczy z wielkiego zdziwienia i począł spoglądać na nich tak, jakby ich pierwszy raz w życiu widział.
Wreszcie gniew odbił się na jego obliczu.
-Jak to, tacy synowie - zawołał - to starszemu bratu chcecie w drogę wchodzić i szczęśliwości go pozbawiać?
-O wa! - odpowiedział Łukasz - to cóż? Zali to panna Sienińska jakowaś ordynacja, że ją tylko starszy ma brać? Z jednegośmy ojca i matki, przeto jeśli nas takimi synami zowiesz, to rodzicielom w grobie uchybiasz. Każdemu wolno miłować.

WJJPYPM WJGXVVM WJZVXPM WQYGQXM WQKYYPM   Odywki Sklep | Oprogramowanie Dla Biur Rachunkowych | Prace Magisterskie | Fryzury Damskie | Gramofony