-Kogo waćpan ma na myśli?
-Kogo? - powtórzył Bukojemski. -Jackowego konia.
-Ach, konia!...
To rzekłszy parsknęła śmiechem i uciekła z ganku do pokoju, a on zaś został, zdziwiony i trochę zmieszany, nie rozumiejąc, dlaczego uciekła i skąd jej się wzięła tak nagła wesołość.
Upłynął jeszcze tydzień - i przygotowania dobiegły końca, ale panu Cyprianowiczowi jakoś nie pilno było w drogę. Odkładał z dnia na dzień, poprawiał rozmaite drobiazgi, narzekał na upały, a w końcu stał się całkiem frasobliwy. Panienka tęskniła do wyjazdu. Bukojemscy poczęli się całkiem niecierpliwić, a wreszcie i ksiądz Woynowski uznał, że dalsza zwłoka byłaby tylko próżną stratą czasu.
Lecz pan Serafin tak im na ich przynaglania odpowiedział:
-Mam wiadomość, iż króla jegomości nie masz jeszcze w Krakowie, i nie zaraz tam będzie; tymczasem wojska mają tam ściągnąć, ale nie wszystkie i nie wiadomo kiedy. Przykazałem Stanisławowi, aby co miesiąc przysłał mi pachołka z listem i dokładnym wskazaniem, gdzie chorągiew stoi, którędy pójdzie i pod czyją komendą. Owóż upłynęło już siedem niedziel bez nijakiej wieści. Listu spodziewam się lada dzień i dlatego zwłóczę, a powiem waćpaństwu, że i trochę się niepokoję. Bo nie wyobrażajcie sobie, abyśmy ich koniecznie mieli zastać w Krakowie. Ba! może się zdarzyć, że ich tam wcale nie będzie.

WQBVXYM WQPGJPM WQPYYQM WJJZYJM WJZZZZM   Olimpiada Biologiczna | Hmb | Hotele Spa | Secenter | Plakat Plakaty Obrazy