Jedna tylko mała gromadka, zbrojna w osadzone sztorcem kosy, broniła się czas jakiś zaciekle, wskutek czego kilku jeźdźców zostało rannych, ale wreszcie i owa garstka, widząc, że nie masz dla niej żadnego ratunku, rzuciła broń i padła na kolana żebrząc łaski. Wzięto ich żywcem dla zeznań.
Wówczas jeźdźcy z obu stron stanęli naprzeciw siebie i zaraz podniosły się głosy:
-Stój! stój! Co za ludzie?
-A wy kto?
-Cyprianowicz z Jedlinki.
-Dla Boga! nasi!
I dwóch jeźdźców wysunęło się nagle z szeregów. Jeden pochylił się ku łękowi pana Cyprianowicza i chwyciwszy jego dłoń, począł ją okrywać pocałunkami, drugi rzucił się w ramiona księdza.
-Stanisław! - zawołał pan Serafin.
-Jacek! - krzyknął ksiądz.
Chwilę trwały uściski i powitania, po czym pan Cyprianowicz pierwszy odzyskał mowę:
-Dla Boga, skąd wyście się tu wzięli?
-Chorągiew nasza idzie do Krakowa. My z Jackiem mieliśmy już permisję, żeby jechać do Jedlinki, tymczasem w Radomiu na popasie dowiedzieliśmy się, że i ojciec dobrodziej, i ksiądz Woynowski, i Bukojemscy ruszyli przed godziną gościńcem ku Kielcom...
-Ksiądz Tworkowski wam mówił?
-Nie! Żydzi w Radomiu. Księdzaśmy nie widzieli. Jak tedy nam to powiedzieli, nie jechaliśmy już do Jedlinki, jeno razem z chorągwią, w tej myśli, że nijak się z wami nie zminiem. Aż tu po północy słyszym nagle strzały... Więc skoczyliśmy wszyscy na pomoc, myśląc, że osacznicy jakichś podróżnych napadli. Nie przyszło do głowy, że to was. Bogu dzięki, Bogu dzięki, że nie przybyliśmy za późno!
-Nas nie osacznicy napadli, jeno Krzepeccy. Chodziło o Sienińską, która tu jest.
-Na Boga! - zawołał Stanisław - to chyba z Jacka dusza wyjdzie!...
-Pisałem ci o niej, ale widać list cię nie doszedł.
-Bośmy już od trzech niedziel w pochodzie: dlatego i ja w ostatnich czasach nie pisałem, żem miał sam przyjechać...
Okrzyki tryumfu panów Bukojemskich, pachołków i żołnierzy przerwały dalszą rozmowę. W tej chwili nadbiegli też czeladnicy z pozapalanymi pochodniami, których cały zapas kazał wziąć pan Cyprianowicz, aby w ciemne noce było czym świecić. Na grobli uczyniło się widno jak w dzień - i wśród tych jasnych blasków ujrzał Taczewski siwego podjezdka, a na nim pannę Sienińską.
I oniemiał na ten widok; ksiądz Woynowski zaś widząc zdumienie młodzieńca, rzekł:
-Tak jest. I ona z nami.
Wówczas Jacek posunął konia i stanął przed dziewczyną, po czym odkrył głowę i stał tak przed nią - zapatrzony - bez słowa, niemal bez oddechu w piersi, z białą jak kreda twarzą.
I po chwili czapka wysunęła mu się z dłoni na ziemię, oczy przymknęły się, a głowa pochyliła się ku grzywie końskiej.
-Dy on ranny! - zawołał Łukasz Bukojemski.

WQJPZJM WQQBKXM WQQZKZM WQZYBXM WQZKQGM   Wrocaw Pozycjonowanie | 13 Posterunek | Akuna, Alveo, Zioa | Jaxon | Poyczki Hipoteczne