-Prawu nie możemy was odjąć, ale i tak lepiej wam dobrowolnie wyznać prawdę, niż żebyście ją mieli w mękach wyznawać. Może też w takowym razie i ludzki, i boski sąd będzie dla was łaskawszy.
Chłop począł spoglądać po swoich, niepewny, czy ma mówić, czy milczeć, a tymczasem ksiądz dodał:
-I jeśli prawdę szczerą wyznacie, to jeszcze jedno możemy dla was uczynić, mianowicie wstawić się za wami u króla i jego miłosierdziu was polecić, któren ponieważ grzecznych pachołków do piechoty potrzebuje, przeto często teraz sądom łaskawość poleca.
-Jak tak, to powiem wszystko - odrzekł chłop. -Ja się zwę Obuch, a starszym drugiej kupy był Kos, i obu nas najął jeden szlachcic, abyśmy wasze miłoście napadli.
-A wiecie, jako się ów szlachcic zowie?
-Jam go przedtem nie znał, bom z dalszych stron, ale Kos go znał i mówił, że się zowie Wysz.
Ksiądz i Cyprianowicz znów spojrzeli na się ze zdziwieniem.
-Wysz, powiadasz?
-Tak jest.
-A nie było z nim nikogo?
-Był drugi; cienki, chudy, młody.
Pan Serafin zwrócił się do księdza i szepnął:
-To nie oni...
-Ale może być Marcjanowa kompania.
Po czym głośno do chłopa:
-Co wam przykazali?
-Powiedzieli nam tak: "Co z ludźmi uczynicie, to wasza rzecz; wozy i łup wasze. Ale w taborze jest panna, którą macie chwycić i manowcami między Radomiem i Zwoleniem ku Policznej prowadzić. Za Policzną napadnie na was nasza kompania i pannę odbije. Wy jej niby brońcie, ale tak, by szkody nijakiej w ludziach nam nie przyczynić. Dostaniecie za to po talarze na głowę prócz tego, co w wozach znajdziecie".
-To już jako na dłoni! - rzekł ksiądz.
I po chwili znów pytał:
-To tylko ci dwaj z wami gadali?
-Przyjechał później z nimi trzeci w nocy, który dał nam po złotemu zadatku, ale choć ciemno było jak w piwnicy, poznał go jeden mój człowiek, bo był z jego poddanych, i mówił, że to pan Krzepecki.
-Ha! otóż i on! - zawołał pan Cyprianowicz.
-A ten człowiek jest tu czyli też legł? - pytał ksiądz.
-Jestem! - ozwał się opodal jakiś głos.
-A pójdź ino bliżej. Tyś poznał Krzepeckiego? A to jakim sposobem, skoro tak było ciemno, że choć w pysk bij?
-Dy ja go od małości znam. Poznałem go i po pałąkowatych nogach, i po głowie, co mu jakoby w dole między garbami siedzi, i po głosie.
-To gadał do was?
-Mówił i z nami; a potem słyszałem, jak gadał do tych, co z nim przyjechali.
-Cóż im powiedział?
-Powiedział tak: "Żeby wam można było pieniądze zawierzyć, to ja bym tu nie przyjeżdżał, choćby noc była jeszcze ciemniejsza".
-I zeznasz to przed burmistrzem albo przed starostą w grodzie?
-Zeznam.
Usłyszawszy to, pan Zbierzchowski zwrócił się do pocztowych:
-Tego człowieka mi osobliwie strzec.

WQGYGPM WQYBGYM WQYKZGM WQVPXVM WQVZYQM   Hiv | system wymiany linkw staych | Korepetycje Z Angielskiego | Darmowe Teledyski | Nieruchomoci Krakw