Usłyszawszy to, tamci aż zerwali się z ław, tak im trafiła do serca myśl braterska, i otoczyli Cyprianowicza.
-Bierz ją, Staszku.
-Najlepiej nas pogodzisz.
-Jak nas kochasz!
-Dla nas to uczyń!
-Niech ci Bóg błogosławi - wołał Jan, wznosząc oczy do nieba i wyciągając nad nimi ręce.
A Cyprianowicz spłonął na twarzy i stał zdumiony, powtarzając:
-Bójcie się ran boskich!...
Lecz serce drgnęło mu w piersiach na samą myśl, bo siedząc od dwóch lat przy ojcu wśród głębokich lasów i mało ludzi widując, od dawna nie napotkał tak cudnej dziewczyny.
Widywał podobne niegdyś w Brzeżanach, gdy ojciec oddał go na tamtejszy dwór, aby nabrał ogłady i znajomości spraw publicznych. Lecz wówczas był jeszcze pacholęciem - i czas zatarł te dawne wspomnienia.
Aż oto teraz, gdy wśród borów ujrzał znów niespodzianie taki kwiat śliczny, ludzie mówią mu od razu: bierz go!...
Więc zmieszał się okrutnie i raz jeszcze powtórzył:
-Bójcie się Boga! gdzie wam albo mnie do niej!
Lecz oni jako to zwykle pijany żadnej przeszkody nie widzi, poczęli nalegać.
-Nie będzie żaden z nas drugiemu zazdrościł - mówił Łukasz - a ty ją bierz! Mieliśmy i tak na wojnę iść, bo dość nam tego leśnego stróżowania. Trzydzieści talerów na cały boży rok. Na napitki nie starczy, a coże na ochędostwo? Konie posprzedawaliśmy i na twoich za wilkami jeździmy, rzędy też... Wiadomo, że ciężko sierotom. Lepiej na wojnie zginąć - a ty ją bierz, jak nas kochasz!

WQKYGGM WQQPVQM WQXZKGM WQBGYBM WJZQXQM   Nieruchomoci Toru | prezent dla taty | Program Pacowo Kadrowy | Wypadanie Wosw | Druk Czasopism