-Prawda, prawda! - wołali żałośnie Łukasz, Marek i Mateusz.
I łzy żalu popłynęły im znów obficie po policzkach, lecz wypłakawszy się, poczęli się burzyć, albowiem zdawało im się, iż takiej obrazy nie wolno ludziom urodzonym puszczać w niepamięć.
Marek, który był najbardziej z braci porywczy, pierwszy sobie o tym przypomniał.
-Trudno go na szable pozywać - rzekł - bo stary jest i lewej ręki nie ma, ale jeśliby nam wzgardę jakowąś okazał, trzeba się pomścić. Co nam czynić? Pomyślcie!
-Nogi mi zmarzły na mrozie - odrzekł Łukasz - a teraz mnie palą okrutnie. Żeby nie to, zaraz bym coś obmyślił.
-A mnie łeb pali, nie nogi.
-Z pustego i tak nie nalejesz.
-Kaczan głąbowi przygania! - rzekł Jan.
-Będziecie mi tu kłótnię zaczynać, zamiast odpowiedź obmyślać! - zawołał z gniewem Marek.
Lecz tu wdał się między nich Cyprianowicz.
-Odpowiedź? - zapytał - a komu?
-Pągowskiemu.
-A na co chcecie odpowiadać?
-Na co? Jak to: na co?
I poczęli na się spoglądać z niemałym zdziwieniem, a potem zwrócili się do Marka.
-Czego ty od nas chcesz?
-A czego wy chcecie?
-Do jutra sesja - zawołał Cyprianowicz. -Ot, i ogień już w grabie przygasa, i północ dano minęła. Łoża tam pod ścianą gotowe, a spoczynek słusznie nam się należy, bośmy się spracowali na mrozie.

WQQQZXM WQKKJVM WQYYJPM WJXJGYM WJVKYPM   Zesp Muzyczny Na Wesele | Fryzjer | Salvia Divinorum | Muzyka Disco Polo | Triumph