Więc zapytał:
-A czy tamci bracia także?...
-A jakże! Ale co także?
-To się waść domyśl, a teraz nie przerywaj mi milszego dyskursu.
Bukojemski przejechał jeszcze w pobok kroków dziesięć lub piętnaście, ale wreszcie ściągnął konia.
-Co ci rzekł? mów otwarcie! - pytali bracia.
Starszy powtórzył. Nie byli radzi.
-Boś go nie umiał zażyć - rzekł Łukasz. -Trzeba mu było konia strzemieniem w brzuch połechtać albo skoroś wiedział, że mu na imię Jacek, powiedzieć: naści placek!
-Albo powiedzieć mu tak: zjedlić wilcy konia, to kup sobie kozę w Przytyku.
-To nie przepadło, ale co znaczyło to, co rzekł: czy tamci bracia także?
-Może chciał spytać: czy także kpy?
-Pewnie! Jak mi Bóg miły! - zawołał Marek. -Nic innego nie mógł pomyślić! A teraz co?
-Jego śmierć albo nasza. Dla Boga, toż to jawne kacerstwo, o którym i Stachowi trzeba powiedzieć.
-Nie powiadaj nic, co skoro Stachowi pannę oddajem, to Stach musiałby go wyzwać, a tu chodzi, żeby my pierwej.
-Kiedy?
-U Pągowskiego nie idzie. A tu już Bełczączka.
Rzeczywiście Bełczączka była już niedaleko. Na skraju lasu stał krzyż fundacji pana Pągowskiego, z blaszanym Zbawicielem wśród dwóch włóczni; na prawo, kędy droga skręcała się za borem, widać było łąki obszerne ze wstęgą olszyn rosnących wzdłuż rzeczki; zza olszyn, po drugiej, wyższej stronie, widać było bezlistne korony wysokich drzew i dymy chat.

WJZGYQM WQBZYBM WJZJJQM WQQVJBM WQXXVBM   Pralinki | Gry Online | Kredyty Gotwkowe | Konto Bankowe | Hurtownia Gsm