-Święty Piotr - wielki to apostoł i nie chcę ja mu czci umknąć, a to tym bardziej że czując się starym, wkrótce będę jego łaski potrzebował, ale mówiąc między nami - jako parantela... no - to tam nie bardzo znów jest się czym chwalić... Jużci rybitwa był - nic więcej... Święty Józef, któren od Dawida się wywodził - ba! o takim to mi waść gadaj!
-Ja jeno mówię, że nie masz tu dla tej dziewki nikogo odpowiedniego - i nie tylko między tymi, których waść teraz widzisz pod moim dachem, ale i w całej okolicy.
-A ówże, któren siedzi przy pani Winnickiej? Grzeczny wydaje się kawaler.
-Cyprianowicz? Tak! grzeczny ci on jest, ale to ród ormiański, od trzech czy też czterech dopiero pokoleń uszlachcocny.
-To czemu ich waść prosisz? Kupido zdradny jest i ani się obejrzysz, jak ci tu kaszy nawarzy.
Pan Pągowski, któren już przy przedstawieniu kawalerów wspomniał, ile im zawdzięcza, opowiedział jeszcze raz szczegółowo o napadzie wilków i o pomocy, jakiej doznał, wskutek czego przez samą wdzięczność musiał zbawców swych do domu zaprosić.
-Prawda, prawda - potwierdził pan Grothus - ale swoją drogą Amor może ci tu kaszy nawarzyć, bo i w dziewczynie krew nie woda.
-Ej! wykrętna to łasica - odpowiedział pan Pągowski. -Ukąsić, to ona może i potrafi, ale sama się spomiędzy palców wywinie - i nie byle kto ją przechwyci. Taka to już przyrodzona cnota wielkiej krwi, że nie poddawać się, jeno panować i rządzić musi. Nie należę ja tam do takich, których łatwo za nos wodzić, a wszelako nieraz i ja jej ustąpię. Prawda, żem dużo Sienińskim powinien, ale choćbym nie był powinien, to jak ci stanie przede mną, a pocznie warkocz z ramienia na ramię przekładać, a głowę przechylać, a spoglądać, najczęściej zrobi, co zechce. I jeszcze nieraz pomyślę, jaki to zaszczyt i jakie błogosławieństwo boskie, że ostatnie dziecko, ostatnia dziedziczka takiego rodu pod moim dachem się znajduje. Bo przecie waćpan o Sienińskich wiesz... całe Podole było ich. Po prawdzie to i Daniłowicze, i Żółkiewscy, i Sobiescy z nich wyrośli. Król jegomość powinien o tym pamiętać, tym bardziej że z tych niezmiernych majętności nic prawie nie ostało i że dziewka, jeśli co będzie miała, to tylko to, co po mnie zostanie...