-A co byłbyś na moim miejscu uczynił?
Cyprianowicz chciał już odpowiedzieć: to samo - ale że pytanie zadane było głosem ostrym, więc rzekł:
-A po co mam sobie nad tym głowę łamać, kiedym tam nie był.
Gniew mignął na twarzy pana Jacka, więc żeby się pohamować, począł chuchać na szablę i wycierać ją jeszcze mocniej; wreszcie wsunął ją na powrót w pochwę i rzekł:
-Bóg zsyła przygody i szkody.
I błyszczące przed chwilą oczy przyoblekły mu się znów zwykłym smutkiem, bo wspomniał na jedynego przyjaciela, konia, którego wilcy rozerwali.
Tymczasem drzwi się otwarły i weszli ze dwora czterej panowie Bukojemscy.
-Mróz zelżał i śniegi dymią - rzekł Mateusz.
-Będzie mgła - dodał Jan.
A wtem ujrzeli Taczewskiego, którego w pierwszej chwili nie spostrzegli.
-O! - zawołał, zwróciwszy się do Cyprianowicza, Łukasz - to ty w takiej kompanii?
Wszyscy czterej wsparli się w boki i poczęli patrzyć wyzywającym wzrokiem na pana Jacka.
Ów zaś chwycił stołek i wysunąwszy go na środek izby obrócił nagłym ruchem ku panom Bukojemskim, po czym okraczył go jak konia, wsparł łokcie na poręczy, podniósł głowę i odpowiedział im również wyzywającym wzrokiem.
I w ten sposób tkwili naprzeciw siebie: on z szeroko rozstawionymi nogami, w swoich szwedzkich butach, oni zaś stojąc ramię przy ramieniu, ogromni, groźni i zaczepni.