Więc dopiero po chwili Mateusz zwrócił się do Cyprianowicza:
-Jakoż ci jest, Stachu?
-Dobrze. Mógłbym i piechotą pójść, ale wolę na saniach, bo będzie prędzej.
A Taczewski przysiadł się bokiem przy nim i zawołał na woźnicę:
-Do Wyrąbek!
-Dokąd? - zapytał Cyprianowicz.
-Do mnie. Nie będzie tam waszmościom wygodnie, ale trudno. W Bełczączce postrachałyby się niewiasty, a u mnie jest ksiądz Woynowski, który waściów opatrzy, bo się na ranach zna wybornie. Po konie waszmościów można posłać, a potem uczynicie, co zechcecie. Księdza też uproszę, żeby pojechał do Bełczączki i oznajmił ostrożnie, co się stało.
Tu zamyślił się pan Jacek, a po chwili rzekł:
-Oj! nie przedtem była bieda, ale teraz będzie bieda... Bodajże waszmościów, żeście się tego pojedynku naparli.
-Prawda! napieraliśmy się - odrzekł Cyprianowicz. -To ja poświadczę i panowie Bukojemscy poświadczają.
-Poświadczym, choć mi ramię okrutnie dolega - ozwał się, stękając nieco, Marek. -Oj, toś nas waćpan ufetował, niech cię kule biją!
Do Wyrąbek nie było daleko. Wkrótce też wjechali w opłotki, wśród których spotkali brnącego w śniegu księdza Woynowskiego; ów bowiem, niespokojny o to, co się stanie, nie mógł już dłużej wysiedzieć i wyszedł naprzeciw.

WJKPJYM WJJJJYM WQPXXXM WQZXGVM WQJVYXM   Malarstwo | Sklep lubno-weselny | Agencja Interaktywna | Komputery Morg | Audiobook