Ale po pewnym czasie oddział jezdnych zaczerniał znów na śnieżnej równinie.
Szli kupą bezładną we mgle, bo choć noc była jasna i przejrzysta, zmachane konie dymiły na mrozie jak kominy.
Jeźdźcy zbliżali się ze śmiechem i śpiewaniem, a gdy byli już blisko, jeden z nich poskoczył ku brożkowi i zapytał dźwięcznym, wesołym głosem:
-Kto jedzie?
-Pągowski z Bełczączki. Komu ratunek zawdzięczam?
-Cyprianowicz z Jedlinki!
-Bukojemscy!
-Dzięki waszmościom! W porę was Bóg zesłał. Dzięki!
-Dzięki! - powtórzył młody niewieści głos.
-Chwalić Boga, że w porę! - odrzekł Cyprianowicz, uchylając futrzanej czapki.
-Skądżeście się waszmościowie o nas dowiedzieli?
-Nie mówił nam nikt, jeno wilki że zbiły się w kupy, wyjechaliśmy ludzi ratować, między którymi że tak znamienita persona się znalazła, tym większa nasza radość i przed Bogiem zasługa - rzekł grzecznie Cyprianowicz.
A jeden z panów Bukojemskich dodał:
-Nie licząc skór.
-Prawdziwie kawalerska to robota - odpowiedział pan Gedeon - i piękny uczynek, za który daj Bóg jak najprędzej się wywdzięczyć. Myślę też, że i wilkom odeszła ochota na ludzkie mięso, i że przezpiecznie dojedziemy do domu.
-Nie całkiem to pewne. Zwabią się znów wilcy niebawem i mogliby powtórnie zastąpić.

WJJXVPM WQJXQPM WQYGKKM WQBVJYM WJKYZKM   Chodnice - Maximus | Klimatyzator | Noni | Kosmetyki | Archiwizacja Dokumentw